Szczęście w tłuczonym szkle

Przedwczoraj pod naszym oknem mały chłopiec upuścił butelkę z napojem, matka zaczęła na niego krzyczeć, on w płacz.
Dość szybko się oddalili, a szkoda, bo chciałam się z balkonu podzielić pouczająca historią.
Otóż jakiś czas temu wybierałam ręczniki łazienkowe.
Obeszliśmy centrum handlowe wzdłuż i wszerz, aż w końcu weszłam do ZARA HOME.
Urocze wnętrze, w tle plumka 3 hours of chillout music, klienci piękni, wszystko jak z żurnala. Zauważyłam to, czego szukalam i był to strzał w dziesiątkę.
Zmęczony łażeniem Sebek bardzo się ucieszył, nakazał ręczniki wziąć i iść z nimi prosto do kasy.
Nie chcąc przedłużać jego męczarni chwyciłam zdobycze.
Nie przemyślałam tego jednak dokładnie, bo leżały one bezpośrednio pod szklanym stolikiem, na którym prężyły się dumnie fikuśne wazony.
Niestety okazało się, że nie jestem magiem potrafiącym wyszarpnąć obrus spod zastawy, pozostawiając ją nienaruszona.
Całość spadła na posadzkę i się z łoskotem rozbiła w drobny mak.
Wszystkie oczy na mnie.
Ja, czerwona jak burak, zdrętwiała,
przeliczam szybko, ile organów musiałabym sprzedać, żeby się wypłacić. I wtem podchodzi do mnie Pani z obsługi i mówi, że mam się nie martwić, bo konstrukcja była niefortunnie ustawiona.
Oniemiala, jeszcze w kolejce do kasy ,zastanawiałam się czy w ramach zemsty ktoś mnie pobije na parkingu albo będzie wbijał szpilki pod paznokcie. Nic się takiego jednak nie stało.
Także , Szanowni Państwo, czy rozbity Kubuś może być powodem do płaczu lub krzyku?
Nie sądzę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *